środa, 17 sierpnia 2016

10# Zła Ziemia cz. 1

Kion wstał dość wcześnie i udał się na patrol. Wszystko było w porządku, ale Kionowi wydawało się to zbyt dziwne. Nagle obok niego przebiegła młoda lwiczka.
- Czekaj! - zawołał Kion i ruszył za nią. Lwiczka była bardzo szybka, ale Kion nie zamierzał się poddać.
Lwica zatrzymała się przed wąwozem prowadzącym na Złą Ziemię.
- Czemu tu przybiegłaś? Tu jest niebezpiecznie! -zawołał Kion, gdy dogonił lwiczkę.
- Mieszkam tu. Jestem Vitani. - oznajmiła.
- Co? Jak można mieszkać w  takim miejscu? Śmieci, brak jedzenia, brak wody i co najgorsze stado hien! - wymieniał Kion i nagle zdał sobie sprawę z tego, że to wina jego taty. - Nie. Ja... Przepraszam... Vitani?
- No dobra... Chodź. Bardzo cię potrzebujemy... - wymamrotała Vitani i ruszyła przed siebie. Kion pognał tuż za nią. Ominęli terytorium Janjy i jego klanu i... znaleźli się na Złej Ziemi. Wszystko było paskudne, obdrapane i uschnięte. Jedyne drzewa, które tam rosły były uschnięte i chore. Nie było tam nawet kropli wody, a miejsca w których kiedyś była woda przypominały kratery.  Co jakiś czas Kion widział chore lwy walczące o zgniłe jedzenie.
- O mamo... - pisnął Kion rozglądając się po paskudnym terenie. Nagle podszedł do niego zgarbiony, młody, brudny lew  z krótką grzywą.
- Wrrr.... - ryknął na Kion widząc, że stąd nie pochodzi. - Co tu robisz?! Nie jesteś stąd! Przyszedłeś nam zabrać ostatnie zapasy?!
Kion cofnął się trochę.
- Zostaw go Ni! - Vitani stanęła przed Kionem i spojrzała na lwa z wyrzutem.
- Kto to? - zapytał cicho Kion.
- Mój tata... - Vitani patrzyła jeszcze na Ni który odchodził.
- Czy wszystkie lwy są takie zaniedbane?
- Tak.
- Dlaczego?
- Przez twojego głupiego tatę! - warknęła Vitani pobiegła do jaskini.
- Czekaj! - Kion poczuł, że robi się już bardzo gorąco, więc zaczął szukać drzewa. Jednak ani jedno nie rzucało cienia. - Vitani! Mówiłaś, że masz kłopoty!
- Bo mam. - rozległ się głos z jaskini.
- Ale jakie? - spytał zniecierpliwiony Kion. Vitani wyszła z jaskini i spojrzała na niego z wyrzutem.
- Naprawdę jeszcze nie widzisz?!- ryknęła Vitani do Kiona.
- No tak... Chore lwy...
- Ale chodziło mi konkretnie o mojego brata, Kovu. Jest bardzo chory po ostatniej walce z klanem Janjy. - wyjaśniła spokojnie Vitani.
- Kovu! Przyszedł Kion, syn Simby!
- Co? - Kovu spojrzał na Kiona. - Wyglądasz jak... Kiara.... Jesteś jej bratem prawda? Ale przypominasz mi jeszcze kogoś...
- Kovu, nie! - zawołała Vitani.
- Kopę... Był moim najlepszym przyjacielem... Bardzo go lubiłem, dopóki...
- Co?  Pokłóciliście się? - zapytał zaciekawiony Kion.
- Nie twoja sprawa... - próbowała zmienić temat Vitani. Kion jednak nie zamierzał odpuścić.
- A... Coś mu się stało....? - zapytał Kion. Vitani zamarła i z nadzieją spojrzała na Kovu. Liczyła na to, że  nic nie odpowie. Kovu pokuśtykał do Kiona i cicho powiedział:
- Powinieneś wiedzieć, o śmierci twojego brata... - jęknął Kovu. Vitani spiorunowała brata wzrokiem.
- Śmierci...?




5 komentarzy:

  1. Podoba mi się twoja teoria, że Ni jest ojcem Vitani! :D
    A co do reszty notki... Cóż, smutna. :( Nieco drastycznie odpisałaś życie lwów na Złej Ziemi. xD Ale spoko, mnie to nie przeszkadza. :3
    Żal mi Vitani i innych lwów na Złej Ziemi. :'( Zresztą, Kiona też mi jest żal, bo pewnie w następnej notce dowie się całej prawdy o Kopie... :'(
    Jestem zła na Simbę!!! ; (

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój obrazek, pewnie prosto z Google, yay xD

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie najciekawszy moment i przebywasz...

    Czekam :)

    OdpowiedzUsuń